Gość strony

ks. Leszek Czyż
Kolejnym gościem na naszej stronie zgodził się zostać ks. Leszek Czyż, proboszcz parafii w Wiśle-Malince. Ksiądz Czyż od wielu lat aktywnie uczestniczy w organizacji Tygodnia Ewangelizacyjnego w Dzięgielowie, obecnie pełni funkcję Dyrektora TE.
Tekst rozważania - z uwagi na porę roku - świąteczny.

ks. Leszek Czyż

Kazanie wigilijne

Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat.
Jan 1, 9

Chyba wszyscy z nas po raz kolejny odczuwamy dziś jak bardzo wyjątkowym jest wieczór wigilijny.
Wokoło jest biało jak na bajkowej pocztówce, świecą się w oknach pozapalane choinki, we wszystkich miejscach rozbrzmiewają piękne melodie kolęd.
Atmosfera już od kilku dni w naszych domach jest podniosła, niezwykła, patrzymy na siebie z większym uczuciem niż zazwyczaj, potrafimy się do siebie uśmiechnąć, zdobyć się na miłe słowo, życzenia czy gest sprawiając sobie niespodzianki pod choinkę. Domy aż lśnią po generalnych porządkach, a my wreszcie pierwszy raz od dłuższego czasu zjedliśmy razem, bez pośpiechu, wspólny posiłek.
Te wszystkie rzeczy - bardzo ważne, potrzebne, konieczne - nie wpływają jednak na szczególność i wyjątkowość tych Świąt.
Co więc sprawia, że Boże Narodzenie jest takie szczególne, jedyne w swoim rodzaju?

Kiedy patrzymy na to wszystko, co towarzyszy tym Świętom, na cały ten zgiełk, gonitwę, ażeby zdążyć ze wszystkim na czas, można odnieść wrażenie, że coraz częściej doprowadzamy do sytuacji, w której sens tych Świąt polega jedynie na ustrojeniu domów pewnymi akcesoriami, obdarowaniu bliskich prezentami i posłuchaniu kolęd nadających wyjątkowego charakteru tych kilku wolnym, wspaniałych dniom.

W pewnej amerykańskiej książce (wydanej na zamówienie Kościoła ewangelickiego) zamieszczono świąteczną reklamę, na której gruby Mikołaj w czerwonym ubraniu celuje palcem w czytelnika, a obok niego Jezus Chrystus rozpościera ramiona. Pod reklamą widnieje podpis:
To czyje są w końcu te urodziny?
Czyje?
Moje?
Twoje?
Czy to urodziny mojej lub Twojej żony, córki, syna, bo właśnie to im wręczasz prezenty?
Z jakiego powodu właściwie obchodzimy te Święta?

Boże Słowo mówi bardzo jasno o tym, kto naprawdę obchodzi urodziny i kto jest dzisiaj najważniejszą postacią:
"Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka przyszła na świat"
Prawdziwa światłość... Nie wyobrażamy sobie chyba swojego życia bez światła, światłości. Jakże bezradnie, nieswojo nieraz czujemy się w takich momentach, gdy wieczorem nagle wyłączone zostaje światło, bo pozbawieni zostaliśmy prądu.
Idziemy po omacku, czasem potykając się o niewidoczne w ciemności stoły czy krzesła, uderzając nosem w niedomknięte drzwi, ażeby dotrzeć do miejsca, gdzie znajduje się latarka lub świeca. Zapalamy je i od odnajdujemy drogę w mieszkaniu. To właśnie światło latarki, iskierka z zapalonej zapałki czy płomień świecy wskazują nam drogę.
Światło słońca daje nam siłę, zachęca do życia, wpływa pozytywnie na nasz nastrój. Sami dobrze wiemy, jak fatalnie znosimy bezsłoneczne, deszczowe czy mgliste dni. Jak negatywnie wpływają one na nasze samopoczucie!
Ale Słowo Boże mówi, że prawdziwa światłość przyszła na świat.
Czym ta prawdziwa światłość może być dla nas dzisiaj?

Odnoszę takie wrażenie, że zatraciliśmy gdzieś radość, jaka wypływa z narodzenia Chrystusa. Wydaje nam się, że tylko małe dzieci niemające żadnych życiowych problemów mogą tak prawdziwie cieszyć się z tych Świąt.
Ale jeżeli przysłuchamy się uważnie treści zwiastowania Aniołów, przypomnimy sobie, kim byli ludzie, którzy tego zwiastowania słuchali i zwrócimy uwagę na to, z jaką radością słowa niebiańskich posłańców przyjęli, zrozumiemy na nowo, że pomimo zaawansowanego wieku, kłopotów i trudności, jakie niesie życie, można cieszyć się zawsze na nowo z tego, że narodził się Zbawiciel Jezus Chrystus.

Popatrzmy na Marię, matkę Jezusa - ona wcale nie znajdowała się w komfortowej sytuacji, kiedy dowiedziała się, że jako panna ma urodzić syna. Wiedziała doskonale, że wedle twardego, żydowskiego prawa urodzenie dziecka poza związkiem małżeńskim grozi śmiercią. Jaka jednak była jej reakcja na zwiastowanie Anioła Gabriela?
Najpierw mówi: "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego", a później "Wielbi dusza moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu Zbawicielu moim". Ona się cieszy, bo narodzi się wreszcie wiele setek lat obiecywany Zbawiciel.

A pasterze? Ich życie wcale nie było łatwe. Dzień i noc zajmowali się stadami owiec. Musieli znosić spiekotę dnia i chłód w nocy. Nie należeli wcale do grupy ludzi cenionych i dostrzeganych. Wprost przeciwnie. Byli w społeczeństwie grupą pogardzaną i lekceważoną.
Powiedzielibyśmy dzisiaj, że wcale nie mieli powodów do radości, wręcz przeciwnie, mieli pełne prawo, by narzekać. A jaka była ich reakcja na narodzenie Jezusa?
"A ujrzawszy rozgłosili to, co im powiedziano o tym dziecięciu (...) i wrócili pasterze wielbiąc i chwaląc Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im powiedziano".

Następnie Symeon - stary człowiek, który wiele w swoim długim życiu przeszedł. Czy na starość można się jeszcze cieszyć? Przecież wtedy ma się świadomość tego, że życie się kończy, że trzeba raczej żegnać się, odchodzić. A to wcale nie napawa radością. A ten stary człowiek biorąc na ręce małego Zbawiciela wypowiada z wielką radością słowa, które są niesamowitym świadectwem i wskazują na prawdziwy cel i sens życia:
"A on wziął je na ręce swoje i wielbił Boga mówiąc: Teraz puszczasz sługę swego Panie w pokoju. Gdyż oczy moje widziały Zbawienie Twoje, Światłość, która oświeci pogan".

Czy wreszcie prorokini Anna stara kobieta, która miała prawo, by być zgorzkniałą, niezadowoloną z życia, by czuć się pokrzywdzoną przez los. Była tylko 7 lat mężatką, a przez kilkadziesiąt lat wdową. Powiemy dzisiaj, że ostatnią rzeczą cechującą ludzi skrzywdzonych przez życie, jest radość. A co czytamy o Annie?
Gdy zobaczyła małego Jezusa w świątyni: "wielbiła Boga i mówiła o nim wszystkim". I z pewnością czyniła to z wielką radością!

I tak jak to czyniła Anna, Symeon i pasterze, tak samo i my możemy dzisiaj cieszyć się z tego, że narodził się Jezus.
Powiesz, straciłem pracę i nie mam powodu do radości!
Jestem chory lub w moim domu choruje bliska mi osoba, a więc sam rozumiesz, że nie mogę się cieszyć!
Jestem stary, mam 80 lat i trudno w moim wieku okazywać radość!
Narodzony Pan Jezus, pomimo tego, że masz problemy, że jesteś chory, stary, czujesz się odrzucony, chce swoją obecnością dać ci cel i sens życia. On sam jest prawdziwą światłością i chce rozświetlić nasze życie, szczególnie wtedy, gdy ogarnia nas ciemność. Ale ktoś zapyta, co On może zrobić dla mnie? Jaką ciemność może rozproszyć w naszym codziennym życiu?
Myślę, że napotykamy w życiu wiele problemów - ciemnych, mrocznych cieni, które Pan Jezus może i chce rozproszyć.

1. Cienie zwątpienia, bezsilności
Jakże często w swoim życiu czujemy się zupełnie bezsilni. Pewne sytuacje nas przerastają, pewne problemy spędzają nam sen z powiek. Nieraz ogarnia nas złość, kiedy patrzymy na to wszystko, co dzieje się wokół nas. Często nie potrafimy sobie poradzić z ludźmi, problemami czy sami ze sobą.
Wątpimy w dobre intencje innych, zawiedliśmy się na ludziach. To są cienie, które gromadzą się nad naszymi głowami, które utrudniają nam życie. I właśnie te cienie chce rozproszyć Pan Jezus. Bo On nie tylko przyszedł na ziemię z wiedzą, ale i z mocą.
Nie tylko po to, by ukazać nam właściwą drogę, po której mamy iść, ale w tym celu, by uzdolnić nas i zachęcić do pójścia drogą za Nim. I na to tak na nowo wskazuje Boże Narodzenie.

2. Cienie samotności
Ileż razy czuliśmy się już tak, jak gdyby nie tylko ludzie, ale i sam Bóg nas opuścił czy o nas zapomniał! Jakże często przeżywaliśmy trudne chwile, zdarzenia, które ciężko było nam zaakceptować.
Ale samotność to nie tylko stan, na który nie mamy wpływu, który ma miejsce wbrew naszej woli. Samotność to nieraz nasz wybór i to także i w tych duchowych kategoriach. Postanawiamy, że sami sobie doskonale poradzimy w swoim życiu. Celowo nie dopuszczamy za blisko do siebie nie tylko innych, ale i Boga trzymając Go na pewien dystans. Ale jednocześnie czujemy, że życie bez Boga, bez Jego bliskości to świadome skazanie samego siebie na najgorszy rodzaj samotności!
I również takie cienie w naszym życiu Jezus chce rozświecić, rozwiać. I o tym na nowo przypomina Boże Narodzenie: "Prawdziwa Światłość, która oświeca każdego człowieka przyszła na świat".

3. Cienie strachu, beznadziei
Tym bardziej teraz, gdy o boimy się o tak wiele rzeczy, szczególnie o pracę, o swoją przyszłość, przyszłość swoich dzieci. Coraz częściej boimy się ludzi, bólu, cierpienia, śmierci, sądu, wieczności, boimy się nawet wieczorami chodzić po ulicach. A Pan Jezus przyszedł po to, by uwolnić nas od strachu, by zabrać z naszego życia lęk, a dać nam pokój, nadzieję i pewność. I o tym mówią Święta Bożego Narodzenia, kiedy czytamy zapowiedzi o Jezusie lub same Jego wypowiedzi:
"Albowiem dziecię narodziło się nam, Syn jest nam dany. I spocznie wszelka władza na Jego ramieniu i nazwą Go: Cudowny Doradca (...) Książę Pokoju"
"Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam, nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka"
Pan Jezus chce zabrać te cienie, które niszczą nasze życie!
A co daje w ich miejsce? Pokój, poczucie bezpieczeństwa, świadomość tego, że jesteśmy kochani przez Boga, a przede wszystkim pewność tego, że jeżeli ogarnia nas mrok i nie wiemy, w którą iść stronę On stale jest obok nas i chce nas prowadzić i zaprowadzić do celu.

Na tym bowiem polega sens tych świąt, że prawdziwa światłość, która oświeca mnie i ciebie przyszła na świat. To nie krótkotrwałe światło lampek choinkowych czy blask nastrojowych świec, to jest prawdziwa, prawdziwa światłość, która rozjaśnia ciemność najczarniejszej nocy.
Czy na nowo, z taką radością chcemy przeżyć te święta?

Dlatego chciałbym życzyć każdemu z nas nie wesołych świąt, ale poczucia, że Jezus urodził się po to, by oświecić nasze życie i sprawić byśmy umieli się cieszyć z tego, że On się narodził, że On nas kocha i że Jemu zależy na każdym z nas.

Amen

(Wieczorne nabożeństwo wigilijne, Malinka, 24 grudnia 2002)