Gość strony

ks. Piotr Mendroch
Kolejnym gościem na naszej stronie zgodził się zostać ks. Piotr Mendroch, proboszcz parafii w Mrągowie, dawniej także duszpasterz w Rybniku i Czerwionce.

ks. Piotr Mendroch

Bóg Panem śmierci i życia

I modliła się Anna i rzekła: Weseli się serce moje w Panu, Wywyższony jest róg mój w Panu, Szeroko rozwarte są usta moje nad wrogami mymi, Gdyż raduję się ze zbawienia Twego. Nikt nie jest tak święty, jak Pan, Gdyż nie ma nikogo oprócz Ciebie, Nikt taką skałą jak nasz Bóg. (...) Pan zadaje śmierć, ale i przywraca do życia, Strąca do krainy umarłych, ale i wyprowadza, Pan zuboża, ale i wzbogaca, Poniża, ale i wywyższa. Wywodzi z prochu biedaka.
1 Sam. 2, 1-2. 6-8a

Wielki Piątek i następujące po nim Święta Zmartwychwstania Pańskiego łączą w nierozerwalną całość dwa słowa: śmierć i życie. W naszym codziennym życiu śmierć i życie wydają się nam pojęciami przeciwstawnymi, wykluczającymi się. Jednak zarówno śmierć jak i życie należą do siebie. Wskazuje na to nie tylko nasza ludzka egzystencja, ale przede wszystkim biblijne słowo, które mówi o Bogu jako Panu śmierci i życia.

Temat ten jest nam bliski szczególnie w Wielkanoc, kiedy rozlega się hasło: Jezus żyje! Zmartwychwstały Pan Jezus nakazuje nam myśleć o tym temacie w świetle Słowa Starego Testamentu - modlitwy Anny.

Anna, żona Elkany, była niepłodna. Było to powodem jej przygnębienia. Przykrości i upokorzenia rozpoczynają się dla niej już w jej domu. Mąż w najlepszym wypadku trochę współczuje Annie, zaś druga żona Elkany, Peninna, triumfuje, ponieważ urodziła dzieci.
Również na gruncie religijnym jest Anna upośledzona, ponieważ i tam owa sprawa posiadała swoją wagę. I tu musimy zrozumieć, że jej nieustanne modlitwy dotyczyły jednego: urodzić dziecko i to możliwie syna.

I oto z tego łona, dzięki Bogu, wychodzi wódz Izraela, Samuel. Teraz przeszłością staje się ciężki okres, kiedy to Peninna mogła z dziećmi wychodzić w pole i nie przepuściła żadnej okazji, aby Annie dokuczyć i wyrządzić przykrość. To wszystko minęło. "Wstyd" został z Anny zdjęty. Bóg o niej nie zapomniał. Smutek Anny zamienia się w radość. Z przygnębionej, zdawałoby się pozbawionej łaski Bożej kobiety, stała się Anna radosną zwiastunką chwały Bożej. Anna czuje się osłonięta i otoczona Boską przychylnością. Za to też dziękuje Bogu i sławi Go w swojej modlitwie.

Jej modlitwa stała się żywą poprzez wieki. W jej skromnym, biednym życiu objawiła się Boża wspaniałość. Radość Anny z narodzenia się syna wznosi się daleko ku górze, ponad ciasnotę jej osobistego losu. Ona raduje się z tego, że Bóg jest taki dobry. Przekonuje się, jak wszystko, co istnieje zmienia się tam, gdzie wkracza Bóg.

Z pewnością słowa modlitwy Anny zawierają pełnię osobistych wskazań, ale one wychodzą dalej i stają się pewnego rodzaju wyznaniem wiary. Nie jest ono tak uporządkowane, jak apostolskie wyznanie wiary, które zmawiamy podczas nabożeństwa. Powszechne doświadczenia wiary wypływają z mocy Bożej i Jego działania tak samo jak modlitwa pochwalna Anny nie dotyczy tylko jej i jej dziecka.

Obok starych, przez wieki sprawdzonych wyznań, czyni się dziś wiele prób formowania nowych. Możemy sobie przyswoić słowa Anny, ale musimy je przyjmować jedynie jako oddanie chwały Bogu i przyznanie się do Niego. Wówczas upewnimy się w tym, że nasz Bóg nie jest bóstwem z papieru, ani niemym bożkiem, który nam się nieruchomo przygląda, lecz że jest miłosiernym Ojcem, jest Panem śmierci i życia. On może w jednym mgnieniu oka wszystko odmienić. Co było niczym, chce i czyni Bóg żyjącym i wspaniałym. W modlitwie Anny słyszymy: Pan zadaje śmierć, ale i przywraca do życia, Strąca do krainy umarłych, ale i wyprowadza. Właśnie jako Pan śmierci i życia objawił się Bóg Annie. Tak też objawił się Sarze, żonie Abrahama, która będąc już w podeszłym wieku dzięki Bogu urodziła Izaaka. Jako Pan życia i śmierci objawił się Bóg również Marii. Z jej to bowiem łona narodził się Ten, który jest Życiem.

Również i nam objawia się Bóg jako Pan życia i śmierci. Szczególnie wyraźnie objawia się na Golgocie. I to nie tylko wtedy, gdy oddaje swoje życie, gdy zostaje przybity do krzyża, gdy jest wzgardzony i poniżony, gdy zostaje porównany do złoczyńców. Ale wtedy szczególnie wyraźnie objawia się Bóg jako Pan życia i śmierci, gdy tam, w ogrodzie Józefa z Arymatei zostaje odwalony kamień, gdy grób okazuje się pusty. U wejścia do tego pustego grobu rozlega się pytanie: Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? (Łuk. 24,5) Tak objawia się nam Pan życia i śmierci.

Anna poznała Pana życia przez to, że dzięki Niemu urodziła syna. Jej smutek przemienił się w radość. Mówi: Weseli się serce moje w Panu. My również przeżywaliśmy smutek, którego powodem były wydarzenia, jakie rozegrały się na wzgórzu Golgoty. Ale oto wielkanocny poranek rozjaśnia mroki tego smutku, bowiem z otwartego grobu, do którego w Wielki Piątek wieczorem złożono ciało Zbawiciela, rozlega się radosne poselstwo: Pan zmartwychwstał! Przez to i my poznajemy Pana życia. Na nic okazały się zabiegi arcykapłanów, uczonych w Piśmie i faryzeuszy, którzy doprowadziwszy Jezusa do hańbiącej śmierci na krzyżu byli pewni, że osiągnęli swe cele: że raz na zawsze pozbyli się niewygodnego nauczyciela, który jasno i kompromitująco dla nich umiał czytać ich najskrytsze myśli. Na nic okazały się zabezpieczenia pieczęciami i strażą grobu Jezusa. Wszystko przewidziano i przemyślano, tylko jednego nie przewidziano, mianowicie, że w całą tę sprawę, z góry przewidzianą przez Boga i Jezusa Chrystusa, wkroczy sam Bóg, wkroczy Pan życia i śmierci. Tu nie chodziło bowiem o jedną z wielu pomyłek sprawiedliwości sądowej. Zbrodnicze ręce znawców Słowa Bożego, które skierowały się przeciwko Jezusowi, były w gruncie rzeczy skierowane przeciwko Bogu, bo przecież kto widział Jezusa oglądał Boga. To na Boga porwali się ci ludzie, to Jego chcieli usunąć z ludzkiego życia, aby człowiek mógł bezkarnie, rzekomo w obronie Słowa Bożego czynić to, co jemu odpowiada. I dlatego to zuchwałe wyzwanie nie mogło pozostać bez odpowiedzi, bez z góry przewidzianego wkroczenia samego Boga. Kiedy wrogom Jezusa wydawało się, że odnieśli całkowite zwycięstwo, wówczas Bóg odpowiedział zmartwychwstaniem Jezusa. Wówczas to rozległa się potężna odpowiedź, która rozbrzmiewa po dziś dzień i napełnia serca radością: Jezus wstał z martwych! Wbrew i na przekór ludzkim planom wstał z martwych. Bowiem w świecie - czy ludzie tego chcą, czy nie - realizuje się odwieczny plan Boży. Bo to Pan zadaje śmierć, ale i przywraca do życia, Strąca do krainy umarłych, ale i wyprowadza, Pan zuboża, ale i wzbogaca, Poniża, ale i wywyższa.

To wszystko wypełniło się w życiu Jezusa. Został poniżony, ale i wywyższony. Tak poznaliśmy Pana śmierci i życia. Stąd też rodzi się ta wielka radość, które jest udziałem tych wszystkich, którzy nie polegają na przemijającej mądrości świata, lecz we wszystkim, co dotyczy ich zbawienia i wiecznego powołania, bezgranicznie zaufali Jezusowi.

Dopóki istnieje rodzaj ludzki, obowiązuje słowo: Pan zadaje śmierć. Każdy człowiek musi przez to przejść, bowiem do każdego odnoszą się słowa: Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz. Wszystko, co się w czasie poczęło, w czasie też musi przeminąć. Wszyscy jesteśmy śmiertelni. Ale z chwilą zmartwychwstania Jezusa w zupełnie nowym świetle staje drugie słowo: Pan przywraca do życia. Śmierć i grób nie są końcem naszego życia, bo jak Zbawiciel zmartwychwstał i żyje, tak i my zostaniemy kiedyś wzbudzeni z martwych. Widząc pusty grób, dostrzegamy wieczność i nasze zmartwychwstanie. Umacnia nas w tym Ten, który zadaje śmierć, ale i przywraca do życia, który strąca do krainy umarłych, ale i wyprowadza - Pan śmierci i życia. Zmartwychwstały Jezus Chrystus mówi do nas: Ja żyję i wy żyć będziecie. Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie (Jan 14,19;11,25). To poselstwo Wielkanocy jest źródłem radości i nadziei wierzącego serca. Ono zmienia życie. Jest jasnym słońcem rozświetlającym mroki naszych serc i dusz, osuszającym łzy. Wielkanoc zwiastuje nadzieję, że nawet w smutku możemy się radować w Jezusie Chrystusie, że i my zostaniemy wzbudzeni z martwych.

Nadzieja chrześcijanina jest duchową mocą, która sięga poza śmierć i poza grób. Jest to więź, która nas w życiu i śmierci łączy z Bogiem. Jest światłem, które przyświeca na drodze życia, gdy staje się ona smutną i opuszczoną. Ona musi ożywiać nasze serca, musi być pokładana w Bogu. Wtedy jest pociechą, bo wskazuje cel naszego zbawienia. Do takiej nadziei jesteśmy wezwani przez radosne wielkanocne poselstwo. Wypełnieni taką nadzieją możemy z radością śpiewać: Jezus żyje! Z Nim i ja! Śmierci, gdzież twej grozy cienie? Jezus żyje, więc mi da zmartwychwstanie i zbawienie! Do swej chwały przyjmie mnie - W tej nadziei wytrwać chcę. Amen.

ks. Piotr Mendroch