Gość strony

Kolejnym gościem na naszej stronie zgodził się zostać Andrzej Hławiczka, profesor na Wydziale Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej.

Andrzej Hławiczka

Historia życia

"Jeśli się wszystko podda rozumowi, nasza religia nie będzie miała nic tajemniczego ani nadprzyrodzonego; jeśli się pogwałci zasady rozumu, będzie niedorzeczna i śmieszna"
Blaise Pascal (1623-1662)

Kto jest chrześcijaninem? Kto jest naprawdę wierzącym? Pytania te zacząłem sobie zadawać po raz pierwszy w życiu w wieku lat 34, kiedy piastowałem już kierownicze stanowisko, miałem doktorat, założyłem rodzinę i urządziłem dla niej mieszkanie. Wszystko zaczęło się w momencie, w którym ojciec podarował mi kilkudziesięciostronicową książeczkę Erica Lubahna Wierzę... O co chodzi w chrześcijaństwie (opublikowana nakładem wydawnictwa "Zwiastun"). Zaintrygowany tytułem zacząłem ją czytać, robiąc notatki. Ponieważ w trakcie czytania natrafiłem na (jak mi się wówczas wydawało) sprzeczności w tekście, postanowiłem zastosować inżynierski, precyzyjny i logiczny sposób zadawania pytań i odpowiadania na nie - po to, aby te sprzeczności wykazać. Wynikiem tej pracy stał się więc zbiór następujących pytań: czy ciągle myślisz o sukcesach, które chcesz osiągnąć w życiu? Czy czujesz w sobie niedosyt i niepokój? Czy chcesz być naprawdę szczęśliwy? Czy uwierzyłeś już w Boga Ojca Wszechmogącego? Czy rzeczywiście czujesz już i stwierdzasz, że jesteś grzesznikiem? Czy tak całkiem osobiście uwierzyłeś już w Jezusa i czy zaufałeś Mu? Czy wierzysz w swoje życie wieczne? Odpowiedzi na nie, zarówno pozytywne, jak i negatywne, znalazłem we wspomnianej książeczce. Razem z pytaniami ułożyłem je w schemat, przypominający popularny wśród użytkowników komputerów algorytm. W rezultacie bardzo szczerych odpowiedzi na opracowane przez siebie pytania nagle zrozumiałem, że źródłem mojego niepokoju i niedosytu jest rozłąka z Bogiem i Jezusem Chrystusem. Odkryłem, w jakim jestem opłakanym stanie. Wiedziałem już, że w zbiorze pytań i objaśnień na temat stanu, w jakim człowiek się znajduje, nie ma sprzeczności. Jednak zwątpienie, które wiele lat wcześniej wkradło się do mojego serca, było w dalszym ciągu silniejsze. Poznałem już prawdę, ale jeszcze jej nie zaufałem. Postanowiłem pojechać do ojca i stryjka. Pokazałem im mój zbiór pytań, a następnie zapytałem, czy dobrze zrozumiałem, o co chodzi w chrześcijaństwie. Obaj powiedzieli mi, że to jest właśnie droga, prowadząca do wieczystego szczęścia - pokój z Bogiem, uznanie siebie za grzesznika, zaufanie miłości Chrystusowej i oddanie Mu reszty swojego życia. Stryj zadał mi też najważniejsze pytanie w moim życiu: "Jaką podjąłeś decyzję - czy wybierasz nową drogę, czy kroczysz dalej starą?" Jednak i tym razem jeszcze nie podjąłem żadnej decyzji. Odwiedziłem wierzącą rodzinę profesora Politechniki. Wszyscy członkowie tej rodziny potwierdzili odpowiedź ojca i stryjka na moje identyczne pytanie i również zapytali mnie, co wybieram. Wówczas, w trakcie wspólnej modlitwy, przeprosiłem Jezusa za moje grzechy i poprosiłem Go o pomoc, o wejście do mojego serca i zamieszkanie w nim na stałe. W ciągu paru tygodni od tamtego dnia zauważyłem, że zaczął się zmieniać styl mojego życia. Moja kariera zawodowa przestała mieć dla mnie pierwszorzędne znaczenie, natomiast zaczęła wzrastać rzetelność wykonywanej przeze mnie pracy. Zacząłem lepiej rozumieć żonę i dzieci, dostrzegłem jak bardzo są dla mnie drodzy. Porzuciłem większość dotychczasowych kontaktów towarzyskich. Nawiązałem nowe znajomości, ale tym razem wśród poważnie traktujących Słowo Boże chrześcijan.

Znalazłem wśród nich nowych przyjaciół, ludzi prawdziwie wierzących, dla których Chrystus jest nie tylko Zbawicielem, ale także Panem. Zacząłem modlić się codziennie własnymi słowami. Zacząłem także czytać Biblię, którą uznałem skarbnicą Bożych poleceń, zaleceń, wskazówek i obietnic dla nas, ludzi. Tym, co porusza moje serce w trakcie czytania, dzielę się z moimi bliskimi i innymi wierzącymi. Nie wstydzę się mojego Zbawiciela, ale otwarcie o Nim mówię. Jezus Chrystus jest dla mnie żywą, konkretną, cudowną postacią, która nie jest mi obojętna. Wiem, że wszedłem w przymierze z Bogiem, w ramach którego z jednej strony zobowiązałem się być posłuszny we wszystkim woli Bożej, a z drugiej strony zaufałem Bogu, że przyoblecze mnie swoją mocą odrodzenia, niezbędną do prowadzenia pobożnego życia.

Andrzej Hławiczka