Gość strony

W sierpniu 2006 roku nabożeństwo w naszym kościele odprawił Bartosz Cieślar, student V roku ChAT. Wygłoszone wtedy kazanie publikujemy poniżej; tym samym jego autor dołącza do grona Gości naszej strony.

Bartosz Cieślar

Pytania o wartości

Dlatego okiełzajcie umysły wasze i trzeźwymi będąc, połóżcie całkowicie nadzieję waszą w łasce, która wam jest dana w objawieniu się Jezusa Chrystusa. Jako dzieci posłuszne nie kierujcie się pożądliwościami, jakie poprzednio wami władały w czasie nieświadomości waszej, lecz za przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym, ponieważ napisano: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty. A jeśli wzywacie jako Ojca tego, który bez względu na osobę sądzi każdego według uczynków jego, żyjcie w bojaźni przez czas pielgrzymowania waszego, wiedząc, że nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego. Wprawdzie był On na to przeznaczony już przed założeniem świata, ale objawiony został dopiero w czasach ostatnich ze względu na was, którzy przez niego uwierzyliście w Boga, który go wzbudził z umarłych i dał mu chwałę, tak iż wiara wasza i nadzieja są w Bogu.
I Piotra 1,13-21

Kiedy jadę na nabożeństwo do parafii, w której mam być po raz pierwszy, staram się czegoś dowiedzieć o ludziach, z którymi będę dzielić czas nabożeństwa. Nie zawsze jest to możliwe. Myślę jednak, że nawet długa rozmowa z księdzem proboszczem nie dałaby mi odpowiedzi na pytanie, jakie nasunął mi tekst dzisiejszego rozważania. Pytanie to dotyczy naszych wartości, które przecież są indywidualne dla każdego z nas. Są też rzeczą prywatną, a to znaczy, że nie rozpowiadamy wszystkim co jest dla nas cenne i z jakich powodów. I tak, dla jednych najcenniejsza będzie rodzina. Źródło wsparcia, miejsce, do którego wracamy i w którym na ogół czujemy się najlepiej. Dla innych będzie to dom, ta sfera prywatności, w której możemy być naprawdę sobą. Najcenniejsza może być też praca, miejsce w którym się realizujemy lub po prostu coś, co gwarantuje nam przetrwanie. Przykładów może być tak wiele, jak ludzi na świecie.
Pomyślmy teraz przez chwilę: co dla nas jest najcenniejsze z tych rzeczy lub ludzi nas otaczających? Kiedy mamy już na myśli coś dla nas najcenniejszego, zastanówmy się, za jaką cenę moglibyśmy to zamienić na coś innego? Na co zamienilibyśmy nasz dom? Może na zdrowie? Ale z domem byłoby łatwiej, bo to w końcu materialna rzecz. A na co zamienilibyśmy naszą rodzinę? Pewnie na nic. Chińczyk wierny starym tradycjom religijnym oddałby rodzinę za pracę, która była i dla wielu dzisiejszych Chińczyków nadal jest ważniejsza od rodziny, bo zajmuje drugie po Bogu miejsce na ziemi - praca to wyciągnięta ręka samego Boga.

Drodzy, może wydaje się, że tego rodzaju pytania są zupełnie bezpodstawne i niedorzeczne. Jak można zastanawiać się, na co zamienilibyśmy wartości, które tak kochamy?!
Źródło tej analizy bierze się prosto z Bożego Słowa.

Świat i ludzie stworzeni przez Boga osiągnęli tak wielki dystans od swojego Stwórcy, tak bardzo pogrążyli się w ciemności grzechu, że przyszła pora na największe poświęcenie w historii ludzkości.
To jest tak, jakby Bóg rozważył w swoim sercu: co jestem w stanie zrobić, aby ratować ludzi, których tak kocham? Poświęcić swoje królestwo? Poświęcić swoją moc, chwałę, którą się otaczał, swoją nieśmiertelność, wszechobecność? A może wszystko na raz?
Drodzy, Bóg osobiście przyszedł na świat w osobie Jezusa Chrystusa. I tak jak Paweł pisał, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz zaparł się samego siebie i przyjął postać sługi i stał się podobnym ludziom.
Wręcz magiczny wydaje mi się obraz Jezusa Chrystusa, który uczy się chodzić. W żadnej innej religii, żaden inny Bóg nie zniża się, nie staje się taki, jak jego wyznawcy. Bóg, który przychodzi dla nas na ziemię, uczy się chodzić, uczy się biegać, przewraca się i rani łokcie i kolana, bawi się i uczy, pracuje fizycznie, męczy się, czuje głód i pragnienie, doświadcza człowieczeństwa w takiej formie, w jakiej ono wygląda. Można powiedzieć, od małego.
Potem zaczyna nauczać. Nigdy nikogo nie zawodzi, pomaga wszystkim, którzy chcą od niego pomocy. Spełnia wolę Ojca w stu procentach. Po trzech latach morderczej służby zostaje skazany na długą, poniżającą do granic możliwości śmierć.

Tu powstaje pytanie o wartość Jego ofiary.

Kochani, próba opisania wartości ofiary Jezusa Chrystusa jest minięciem się z celem. Po co mówić, że przelana na krzyżu krew jest bezcenna, najcenniejsza, najdroższa, skoro nie słowa opisują tą wartość, lecz nasze życie. Człowiek niewierzący nie może powiedzieć, że ofiara Jezusa Chrystusa była bezcenna, bo skoro sam się tym nie interesuje, skoro dla niego osobiście ten czyn nie ma znaczenia... nie ma też wartości. Skoro mówimy, że jesteśmy chrześcijanami, a żyjemy w nienawiści, gniewie, sporach, kłótniach... jaką wartość ma nasze chrześcijaństwo?
Luteranie zwykli mawiać, że Wielki Piątek to ich największe święto, pamiątka najważniejszego wydarzenia, Pan Jezus oddał za nas swoje Życie! Każdego roku mój kościół w Ustroniu przepełniony jest po brzegi ludźmi, dla których to święto ma znaczenie. Ludzie chcą uczestniczyć w tej pamiątce, jaką obchodzi się w kościele. Można spotkać ludzi, których od roku się nie widziało. Potem każdy wraca do swojego życia i swoich trosk. Ilu z nich zastanowi się, po co umarł Jezus? Nie wiem. Ilu z nich zastanowi się, co ta śmierć oznacza dla mojej codzienności? Nie wiem. A przecież On zaofiarował nam "wykupienie z marnego postępowania naszego", innymi słowy, z marnej, bezwartościowej, bezcelowej egzystencji, po której nie wiemy, co nastąpi.
Tak jak już powiedziałem wcześniej, On wie czym jest życie, wie, jakie jest czasem trudne. A przyszedł na ziemię nie tylko po to, aby to zrozumieć, ale aby zaoferować nam coś lepszego. Nadzieję, Wiarę i Miłość.

Jaką nadzieję? Taką, która sprawia, że chce nam się wstać rano z łóżka, taką, która pozwala mieć nadzieję, że to wszystko, co nas otacza, co dzieje się w naszym życiu... ma sens. Która pozwala nam oczekiwać na lepsze życie z Bogiem, kiedy nasz ziemski bieg się skończy.

Jaką wiarę? Taką, która daje pewność tego, że mamy obok siebie Boga, który chce być zaangażowany w nasze życie, który stoi obok nas zawsze i wszędzie. Który wynagradza tych, którzy powierzają mu swoje sprawy, bo obiecał, że nie zawiodą się ci, którzy w nim pokładają nadzieję.

Jaką miłość? Miłość Boga, który był dla ciebie gotowy zrobić wszystko, który w osobie Jezusa Chrystusa cierpiał i umarł. Który znał ciebie i mnie, gdy wisiał na krzyżu, znał nas już wtedy, wiedział jakie jest nasze życie i jakie byłoby, gdyby nie jego ofiara. Miłość to postawa naszego Boga wobec nas. To ta pewność, że Bóg chce dla nas jak najlepiej. Który czasem dopuszcza pewne sytuacje, których nie rozumiemy, za które Boga obwiniamy, a które po pewnym czasie okazują się konieczne lub pomocne. A już na pewno każde doświadczenie staje się błogosławieństwem gdy zaufamy Mu, kiedy uwierzymy, że On jest i nam pomoże.

"Którzy przez Niego uwierzyliście w Boga, który go wzbudził z umarłych i dał mu chwałę, tak iż wiara wasza i nadzieja są w Bogu."

Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałby nasz świat religijny, gdyby nie chrześcijaństwo? Może wyznawalibyśmy dzisiaj greckich lub rzymskich bogów albo słowiańskiego boga Światowida? A może Islam? A może nie mielibyśmy dziś żadnej religii? W każdych z tych przypadków jaka byłaby nasza nadzieja? Jaka wiara i jaka miłość?

Dzisiejsza niedziela stawia nas przed zadanym już pytaniem o wartość ofiary Jezusa Chrystusa w naszym życiu. Skłania do przemyślenia, czy nasze życie faktycznie docenia Jego wartość. Weryfikuje to, czy jesteśmy Jego własnością, czy nie.

Piotr pisząc swój list do wierzących chrześcijan ma przed oczami ludzi, dla których spotkanie z Jezusem zmieniło wszystko. Żyją nowym życiem. Inaczej patrzą na świat, który ich otacza. Ich życiem kierują już inne bodźce. Piotr pisze: "nie kierujcie się pożądliwościami, jakie poprzednio wami władały, lecz za przykładem świętego, bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym".
Przypomina im, że życie dla siebie, dla swoich pożądliwości i pragnień jest już za nimi. To już jest przeszłość. Teraz żyją w nowej rzeczywistości, w świętej obecności Boga, do którego mają dostęp przez Syna.

A kim jest osoba święta? Święty to ten, który dużo się modli i często chodzi do kościoła? Większość swojego dnia spędza na modlitwie i czynnościach religijnych? Święty modli się na kolanach? - jak powiedział jeden uczestnik szkółki niedzielnej? Nie jest zainteresowany światem? Jego myśli zajmują się tylko Bogiem i myśleniem o duchowych rzeczach? Nie.
Drodzy, Biblia uczy nas, że Święty to po prostu ten, który jest inny niż świat. Święty to ten, który położył nadzieję w Bogu, który jest jego pasterzem. Święty pyta się: Co na moim miejscu zrobiłby Jezus?

Jakiś czas temu usłyszałem przykre słowa. Nie były skierowane w moją stronę, ani w stronę żadnego człowieka. Mówiły o Bogu, który, według tej osoby, nie pomaga nam we wszystkim i są sprawy, w których On nie może pomóc. Trudno jest zrozumieć te słowa osoby, która uczestniczy w nabożeństwach od kilkudziesięciu lat. Ale z drugiej strony, czy nie tak właśnie jest często z nami? Czas z Bogiem zarezerwowany jest tylko na niedzielę, a od życia codziennego jesteśmy my...
On chce nam błogosławić na wszystkich naszych drogach. Po to przyszedł i jest z nami. I tak, jak każda emocjonalna osoba, bo Bóg jest emocjonalną osobą, domaga się naszej uwagi. Daje nam między innymi Biblię i modlitwę, aby z nich korzystać. Niech ma nam coś do powiedzenia nie tylko w niedzielę. To jest tak, jak z naszym współmałżonkiem. Związek małżeński nie przetrwałby długo, gdybyśmy ograniczali swój kontakt do godziny lub dwóch raz w tygodniu. Bóg, jak współmałżonek, chce uczestniczyć w naszych radościach i smutkach, aby być wsparciem i pomocą. Nie może być mowy o relacji z Bogiem, skoro istnieje ona tylko w niedzielę. Kochani, dajmy Mu szansę! Czasem jest to trudne, bo świat uczy nas polegać tylko na sobie. Ale On jest tym, który najlepiej wie, co jest dla nas dobre. Nauczmy się lepiej z Nim rozmawiać, lepiej Go słuchać, częściej o Nim myśleć i częściej Mu dziękować. Nauczmy się też powierzać Mu w zaufaniu nasze dni. Tego właśnie nam wszystkim życzę, abyśmy odkrywali na co dzień żywego, wszechmocnego i troskliwego Boga.

Amen

(Kazanie wygłoszone w Czerwionce 20 sierpnia 2006 roku)